Myślał, że zarobił 80 tys. dolarów. Stracił 80 tys. złotych przez oszustów od kryptowalut

48-letni mieszkaniec powiatu ostrowieckiego uwierzył w obietnicę szybkiego zysku na kryptowalutach. Najpierw był telefon od rzekomego analityka finansowego, później instalacja wskazanych aplikacji i kolejne wpłaty. Gdy mężczyzna chciał wypłacić "zarobione" pieniądze, zrozumiał, że padł ofiarą oszustwa. Stracił 80 tysięcy złotych.

Foto ilustracyjneFoto ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Foto: Stock Adobe

Rynek kryptowalut od lat przyciąga osoby, które liczą na szybki zysk. Niestety, tę nadzieję bezwzględnie wykorzystują cyberprzestępcy. Nie zawsze potrzebują skomplikowanego wirusa czy specjalistycznego oprogramowania. Często wystarczy rozmowa telefoniczna, presja, obietnica wysokich zarobków i fałszywy "opiekun inwestycyjny", który krok po kroku prowadzi ofiarę prosto do utraty oszczędności.

Właśnie z takim przypadkiem zetknęli się policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim. Wczoraj zgłosił się do nich 48-latek, który poinformował, że został oszukany podczas rzekomej inwestycji w kryptowaluty.

Zaczęło się od reklamy w mediach społecznościowych

Z relacji mężczyzny wynika, że w lutym tego roku, przeglądając jeden z portali społecznościowych, natrafił na ofertę inwestowania w kryptowaluty. Reklama wyglądała atrakcyjnie i obiecywała możliwość szybkiego pomnożenia pieniędzy.

48-latek wypełnił formularz kontaktowy. Niedługo później zadzwonił do niego mężczyzna podający się za analityka finansowego. Przedstawił się jako osoba, która będzie jego opiekunem, pomoże mu rozpocząć inwestowanie i przeszkoli go z obsługi platformy.

Brzmiało profesjonalnie. Była rozmowa o zyskach, wsparciu ekspertów i prostym sposobie na zarobek. W rzeczywistości był to początek dobrze zaplanowanego oszustwa.

Fałszywy doradca namówił go do instalacji aplikacji

Pod wpływem rozmów z rzekomym analitykiem mieszkaniec powiatu ostrowieckiego zainstalował na komputerze różne programy, które otrzymał od oszustów. To właśnie ten moment w podobnych historiach jest szczególnie niebezpieczny.

Cyberprzestępcy często nakłaniają ofiary do pobrania aplikacji umożliwiających zdalny dostęp do komputera lub telefonu. Tłumaczą, że jest to potrzebne do "konfiguracji konta", "obsługi platformy inwestycyjnej" albo "pomocy technicznej". W praktyce takie narzędzia mogą dać im możliwość wykonywania operacji na urządzeniu ofiary.

To oznacza realne ryzyko utraty pieniędzy z konta, wykonania nieautoryzowanych przelewów, a nawet zaciągnięcia szybkich pożyczek bez pełnej świadomości pokrzywdzonego.

Wpłacił 80 tysięcy złotych. Na ekranie widział rzekomy zysk

48-latek, pozostając pod presją rozmówców, zaczął inwestować kolejne środki. Wierzył, że dzięki pomocy "doradców" zarobi duże pieniądze w krótkim czasie. Łącznie wpłacił 80 tysięcy złotych.

Oszuści dbali o to, by mężczyzna miał poczucie, że inwestycja naprawdę działa. Pokazywali mu tzw. portfele w zainstalowanych aplikacjach. Z widocznych tam danych wynikało, że zgromadził już 80 tysięcy dolarów zysku.

To jednak nie były prawdziwe pieniądze. Były to fikcyjne dane stworzone po to, aby wzbudzić zaufanie ofiary i nakłonić ją do dalszych wpłat.

Problemy zaczęły się przy wypłacie pieniędzy

Dopiero gdy 48-latek chciał wypłacić rzekomo zarobione środki, pojawiły się problemy. To typowy schemat w tego rodzaju oszustwach. Dopóki ofiara wpłaca pieniądze, kontakt z "doradcami" jest regularny, a zyski na ekranie rosną. Gdy przychodzi moment wypłaty, zaczynają się przeszkody, dodatkowe opłaty, blokady lub całkowite zerwanie kontaktu.

Wtedy mężczyzna zrozumiał, że nie zarobił obiecanych pieniędzy i prawdopodobnie nie odzyska swoich oszczędności. Sprawę zgłosił policji.

Oszustwo "na kryptowaluty". Tak działają przestępcy

Policjanci przypominają, że oszuści inwestycyjni najczęściej kontaktują się z ofiarami przez media społecznościowe, reklamy internetowe lub telefonicznie. Przedstawiają się jako analitycy, brokerzy, doradcy finansowi albo konsultanci znanych firm.

Ich celem jest zdobycie zaufania. Najpierw obiecują szybki i duży zysk. Później nakłaniają do instalacji aplikacji, podania danych, wykonania pierwszej wpłaty albo zalogowania się do bankowości elektronicznej. Często wywierają presję, przekonując, że decyzję trzeba podjąć natychmiast, bo "okazja zaraz przepadnie".

To właśnie presja czasu i wizja łatwego zarobku sprawiają, że wiele osób traci czujność.

Jak nie dać się oszukać?

W przypadku inwestycji internetowych najważniejsza jest ostrożność. Obietnica ponadprzeciętnych zysków bez ryzyka powinna być sygnałem alarmowym.

Nigdy nie należy udostępniać nikomu loginów, haseł do bankowości elektronicznej ani danych karty płatniczej. Nie wolno też instalować oprogramowania do zdalnego pulpitu na prośbę obcej osoby podającej się za konsultanta lub doradcę.

Warto dokładnie sprawdzać wiarygodność firm oferujących inwestycje i nie podejmować decyzji pod wpływem emocji. Jeżeli rozmówca ponagla, naciska, obiecuje wyjątkową okazję i chce mieć dostęp do naszego komputera lub telefonu, najbezpieczniej natychmiast przerwać kontakt.

Historia 48-latka z powiatu ostrowieckiego pokazuje, że oszustwo może wyglądać bardzo profesjonalnie. Fałszywa platforma, rzekomy analityk, wykresy, portfele i wysokie kwoty na ekranie mają tylko jedno zadanie: sprawić, by ofiara uwierzyła, że inwestuje. W rzeczywistości pieniądze trafiają do przestępców.

Wybrane dla Ciebie