Dwie interwencje jednego wieczoru. Niskie temperatury niemal odebrały życie mieszkańcom powiatu opatowskiego
We wtorkowy wieczór w powiecie opatowskim doszło do dwóch groźnych zdarzeń, w których kluczową rolę odegrała szybka reakcja osób zgłaszających, instytucji pomocowych oraz policjantów. Dwie osoby — mężczyzna z gminy Tarłów i kobieta z gminy Lipnik — trafiły do szpitali w stanie zagrażającym życiu w związku z działaniem niskich temperatur. Jak podkreślają funkcjonariusze, ocalenie było możliwe dzięki temu, że ich otoczenie nie pozostało obojętne.
Pierwsze zgłoszenie dotyczyło mieszkańca gminy Tarłów. Dyżurny opatowskiej jednostki otrzymał informację od znajomego mężczyzny, który zaniepokoił się wiadomościami SMS wskazującymi na kryzys emocjonalny. Policjanci natychmiast udali się pod wskazany adres. Na miejscu zastali pozamykaną posesję i wygaszone światła. Mimo wielokrotnych prób nikt nie otwierał drzwi.
Funkcjonariusze, chcąc mieć pewność, że w budynku faktycznie ktoś przebywa, ponownie skontaktowali się ze zgłaszającym. Ten potwierdził, że jego kolega jest w środku. Policjanci kontynuowali dobijanie się do drzwi i okien — konsekwencja przyniosła efekt: mężczyzna ostatecznie otworzył drzwi.
Po krótkiej weryfikacji sytuacji na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Okazało się, że interwencja była konieczna nie tylko ze względu na stan psychiczny mężczyzny. Warunki, w jakich przebywał, były skrajnie niebezpieczne: w domu panował dotkliwy chłód, a na drzwiach wejściowych i podłodze zalegał szron. Po rzeczowej rozmowie z policjantami mężczyzna zgodził się na hospitalizację.
Zaledwie kilka minut później dyżurny odebrał kolejne zgłoszenie — tym razem z gminy Lipnik. Pracownicy miejscowego Ośrodka Pomocy Społecznej alarmowali, że od kilku dni nie mogą dostać się na posesję jednej z podopiecznych. Na miejscu sytuacja wyglądała podobnie: mimo pukania kobieta początkowo nie reagowała.
Dopiero wytrwałość policjantów sprawiła, że drzwi w końcu zostały otwarte. Kobieta była w złym stanie: splątana, wyraźnie wychłodzona, wypowiadała się nielogicznie. Funkcjonariusze ustalili również, że w domu nie ma prądu ani ogrzewania. Wezwano karetkę, a kobieta została przewieziona do szpitala.
Obie interwencje pokazują, jak szybko niskie temperatury mogą doprowadzić do tragedii, zwłaszcza gdy osoba przebywa samotnie i w nieogrzewanym pomieszczeniu. Tym razem zadziałał łańcuch pomocy: czujność znajomego, zaangażowanie pracowników OPS i skuteczne działania policjantów.
Służby przypominają, że w okresie zimowym każda informacja o osobie mogącej potrzebować pomocy — zwłaszcza samotnej, starszej, w kryzysie lub mieszkającej w trudnych warunkach — może okazać się kluczowa. Jak pokazał wtorkowy wieczór w powiecie opatowskim, reakcja otoczenia potrafi realnie uratować życie.